Często pytacie mnie, jak wygląda życie iluzjonisty poza sceną. Czy to tylko magiczne sztuczki i chwila oklasków? Prawda jest taka, że to ciągły ruch, walizki pakowane w pośpiechu i adrenalina, która nie pozwala zasnąć po powrocie do hotelu. Ostatnie tygodnie były dla mnie wyjątkowo intensywne – od ogromnych scenicznych produkcji, po kameralne rozmowy przy stolikach. Chciałbym podzielić się z Wami kilkoma wspomnieniami, bo każde z tych wydarzeń nauczyło mnie czegoś nowego.

Wielka scena w Kielcach – Mundurowy Dzień Kobiet
Kiedy stajesz na scenie przed 550 osobami, energia w sali jest niemal namacalna. Miałem przyjemność wystąpić podczas „Mundurowego Dnia Kobiet” w Centrum Kongresowym Targów Kielce. Organizacja tego wydarzenia przez Wojewodę świętokrzyskiego była na najwyższym poziomie, a publiczność? Publiczność była niesamowita.
To specyficzne wyzwanie – sprawić, żeby 550 osób poczuło się tak, jakbym wyciągał kartę z ich własnej talii, mimo że siedzą w ostatnim rzędzie. Magia na takiej skali wymaga innego podejścia: musisz być wyrazisty, pewny siebie i dosłownie „zabrać” widzów w swój świat. To była piękna celebracja i ogromna satysfakcja, móc zagrać dla tak szacownego grona.
Warszawa i IPSOS
Chwilę później przeniósłszy się do Warszawy, poczułem zupełnie inną energię. Impreza dla firmy IPSOS to przykład tego, jak dobrze zbalansować widowisko z osobistym kontaktem. Występ dla 120 osób to idealny rozmiar – czujesz wzrok każdego widza, widzisz reakcje, słyszysz szept niedowierzania.
Zacząłem od 30-minutowego show, które rozgrzało atmosferę przed rozdaniem nagród. Ale prawdziwa zabawa zaczęła się później. 60 minut magii z bliska (close-up) po oficjalnej części to dla mnie zawsze najlepszy moment. Dlaczego? Bo to wtedy siadam przy stolikach, zagaduję, żartuję i dzieją się te niemożliwe rzeczy tuż przed oczami gości. To moment, w którym bariera między artystą a widzem znika.
Gniezno – Mistrzowie Magii w duecie
Zawsze powtarzam, że praca w pojedynkę jest świetna, ale praca w duecie to zupełnie inna bajka. Tym razem połączyłem siły z Michałem Skubidą. Jako „Mistrzowie Magii” zawitaliśmy w okolice Gniezna na imprezę dla firmy z branży produkcyjnej.
To była specyficzna grupa – okrągła setka gości, głównie mężczyźni, twardo stąpający po ziemi. Dla magika to doskonały poligon doświadczalny! Takie audytorium nie daje się łatwo przekonać, musisz na ich szacunek zapracować każdym ruchem dłoni. 45-minutowy show w duecie plus sekcja magii z bliska to był strzał w dziesiątkę. Współpraca z Michałem zawsze dodaje mi nowej perspektywy.
Co w rękawie? Nowy rozdział – hipnoza
Nie byłbym sobą, gdybym ciągle nie szukał nowych sposobów, żeby Was zaskoczyć. Ostatnio wziąłem udział w zaawansowanych warsztatach z hipnozy scenicznej. Nie, nie będę nikogo zmuszał do gdakania jak kura!
Hipnoza w moim wydaniu to zgłębianie psychologii, sugestii i niesamowitych zdolności ludzkiego umysłu. Poszerzenie repertuaru o widowiskowe indukcje hipnotyczne to dla mnie ogromny krok naprzód. Chcę, żeby moje występy były jeszcze bardziej angażujące i żebyście wychodzili z nich z głową pełną pytań: „Jak on to zrobił?”. Powoli wprowadzam te elementy do moich pokazów – możecie spodziewać się czegoś naprawdę świeżego.
Dziękuję wszystkim, którzy zaprosili mnie w ostatnim czasie do swoich projektów. To dla mnie zaszczyt. A jeśli planujecie wydarzenie i szukacie czegoś, co sprawi, że ludzie będą o nim rozmawiać jeszcze długo po zakończeniu – wiecie, gdzie mnie szukać.
Do zobaczenia na scenie!